 | DO WSZYSTKICH KOBIET KTORYM SIE WYDAJE ZE SA DOBRE W LOZKU!!!!! |
Lubię gdy dziewczyna leży jak kłoda... przynajmniej nie wierzga jak wściekła
klacz, co jest nagminne i wcale nie fajne. Zabrzmiało jak zwykły żart, ale
...
Rzeczywiście wiele kobiet uważa, że nic tak nie świadczy o ich temperamencie
seksualnym, jak miotanie się po łóżku, jak żyd po pustym sklepie:) Często,
nie wczuwając się w nastrój, w rytm i proponowane przez partnera tempo,
"szalona kochanka" wije się pod facetem, jakby ja pod prąd podłączono.
Dobrze, jeśli jest na tyle "spontaniczna", że ze startem do tańca św. Wita
poczeka na początek penetracji, a nie zaczyna całego cyrku już w momencie
kiedy człowiek znajdzie się miedzy jej udami i dopiero zaczyna się
zastanawiać, czy wejść powolutku, czy z mocniejszym akcentem... Trafiając na
taka, co to zanim się zacznie, to już ma trzy orgazmy, a później napięcie
tylko narasta, trzeba opracować specjalna taktykę, która pozwala jednak na
odbycie stosunku wspólnie, a nie na bycie narażonym na półgodzinne łapanie
kobitki w łóżku, niczym karpia w wannie pełnej wody...
Dobrze jest w takim wypadku rozpocząć próbę "przyszpilenia" w chwili, gdy
nasza partnerka ma głowę oparta o ścianę, lub o górną deskę łóżka... Chociaż
w drugim wypadku możemy później mieć wątpliwości, czy odgłosy jakie wydaje
jej głowa rytmicznie uderzająca o poręcz łóżka jest skutkiem braku
wypełnienia w obecnie stosowanych materiałach meblarskich, czy może...:)
Przy tak orgiastycznie nastawionych pannach wykluczone jest używanie
jedwabnej pościeli, czy innych materiałów o zbyt dużym poślizgu. Chcąc
uniknąć ciągłego ściągania niżej, wijącej się partnerki radziłbym
zrezygnować z jakiegokolwiek prześcieradła i podjąć walkę na gołym
tapczanie. Samo szorowanie gołym tyłkiem po szorstkim materiale, powinno
trochę osłabić jej zapal do odpychania się piętami od podłoża i konieczności
ciągłego przysuwania jej za biodra do odpowiedniej pozycji...
Ciekawe, że w wypadku tańca, nigdy żadnej kobiecie nie przyjdzie do głowy
tańczenie czegoś innego, niż jej partner... No, ale łóżko, to nie parkiet.
Tu zdarzają się takie, które nie zważając na partnera, kręcą kuprem mambę,
czaczę, czy tez inną rumbę, zupełnie nie zważając na to, że właśnie grają...
walca angielskiego:)
Ponieważ oczytały się porad seksualnych w rożnych czasopismach, [które dla
zachęty sprezentowały im, oprócz kolejnej dawki mądrości, także "oryginalną"
(w nakładzie 300tys. egz.) bransoletkę, czy też inny wisiorek "przynoszący
szczęście" wszystkim czytelniczkom] że nic tak faceta nie rajcuje, jak
zarzucenie mu nóżek na szyje... I człowiek może stracić chwilowo orientację,
czy to początek upojnej randki, czy już walki kwalifikacyjne w memoriale im.
Pytlasińskiego?:) To, że macha pod nami nogami, niczym wskazówki w
elektronicznym zegarze z wyczerpana bateria, to można jeszcze przeboleć, ale
niestety niektóre do wyrażenia wstępnej ekstazy używają także pazurów, a za
główny dowód podziękowania za osiągnięte właśnie osiem orgazmów, uważają
zostawienie nam wbitych pod skorą na łopatkach swoich tipsów. Aby nie być
posądzonymi o to, że nie potrafią zachować się w łóżku, nawet im do głowy
nie przyszło, żeby nas obrazić pozycją "na kłodę", używają także zębów...
Pół biedy, gdy ma to miejsce przy "klasyku" i ogranicza się do gwałtownego,
niczym u Breżniewa chwytającego za szyję Honeckera, przyciągnięcia nas do
siebie i wpicie się szczęką w nasza szyję. Wprawdzie rany kąsane wolno i źle
się goja, ale czyż kobieta potrafi bardziej wyrazić nam swoja wdzięczność?
Gorzej, kiedy chęć prezentacji skorygowanego aparatem zgryzu, nasza panienka
zechce zademonstrować nam w trakcie innej pieszczoty...:(
Jako nowoczesne i wyzwolone prenumeratorki "[pismo kobiece]" śmiało sięgają
po instrument, który wydaje im się dobrze znany... Ale tylko wydaje...
Zaczynają mechanicznie, niczym ze ściąganiem i naciąganiem pokrowca na
parasol w pochmurny dzien... z równym niezdecydowaniem i znudzeniem, jak to
przy niepewnej pogodzie... Na delikatną prośbę, że wolimy trochę większego
zaangażowania i wyczucia, złośliwie zaczynają ruch, który przy pompowaniu
kół w rowerze, rozerwałby ciśnieniem opony, nawet w wyczynowych góralach...
Nie chcąc zrażać partnerki, która się tak dla nas poświęca, zaciskamy zęby i
tylko syczymy z bólu, żegnając się w myślach z całością naszego
wędzidełka... Oczywiście, nie przyzwyczajona do takiego monotonnego wysiłku
damska dłoń, wymaga parokrotnej wymiany na drugą, co wprawia nas w znakomity
nastrój i świetnie rozprasza, a i tak należy się cieszyć, nie słysząc
znudzonego "o Jezuuuu... chyba mi ręka odpadnie!!!".... Gdy już nasza
"głowica" jest całkiem wymęczona i sucha, niczym czerep taliba siedzącego na
słońcu, bo tylko świst i wiatr go od kwadransa omiatał, czujemy się
zachwyceni, że i kobieta potrafi się domyślić, że żaden tłok długo nie
pochodzi, bez odpowiedniego smarowania... Nie mówimy tu o pannach, które
poślizg postanawiają uzyskać poprzez dziarskie popluwanie w dłonie, niczym
człowiek z marmuru przed położeniem pierwszej cegły... My mamy do czynienia
z czułą partnerka, która nie jest kłodą w łóżku, tylko wyrafinowaną
kochanicą francuza...
Już... już... już jesteśmy w siódmym niebie, już czujemy tę błogość ciepła i
wilgoci wokół biednego i wytarganego "jasia", gdy nagle przypominamy sobie,
że to, co nazywaliśmy "zalotką" miedzy jedynkami naszej pani, to może być
powód naszego bólu... I jest!!! Oczywiście wciągniecie w tę szczerbę naszej
delikatnej skórki było przypadkowe, wiec tylko zwijamy się z bólu... jednak
ona odbiera to za objaw naszego nadchodzącego orgazmu... Wiec, żeby jeszcze
bardziej nas nakręcić zaczyna, niby to w zabawie nadgryzać, przygryzać i
podgryzać.... Kurde!!!
Kto im powiedział, że dla faceta najbardziej ekscytującym zajęciem jest
zabawa z kombinerkami?;((( Na pornosach, rzeczywiście i z pół metra można
sobie wpakować w gardło, ale w życiu bywa już z tym trochę gorzej... Wiec
chcąc nas uszczęśliwić, wpychają sobie gwałtownym ruchem naszą lekceważoną
wymiarowo parówkę do przełyku i.... zaczyna się cyrk.... Gdzieś tam, z dołu,
spod "burzy i kaskady najukochańszych na świecie" włosów, dochodzi nas
odgłos, przypominający jak umierał nasz ulubiony kot, gdy zadławił się
korkiem od szampana... Charkot, rzężenie i inne odgłosy, które w tym
momencie maja zastąpić nam muzykę miłości, powodują, że i my, i nasz interes
zaczynamy gwałtownie odczuwać wyrzuty sumienia... Obaj czujemy się
momentalnie tacy malutcy... on nawet dosłownie...
Odkorkowana panna, zdziwiona patrzy na to, co zostało w jej dłoni i zalotnie
odpluwając na boki, nasze na wpół połknięte kędziorki, seksownie pyta:
"Dlaczego nie chciałeś skończyć w ustach?"...
Wiec z ta kłodą, to czasami wcale nie jest takie głupie...;)
|
|
|
|
| |
| Pokrewne linki |  |
| Oceny artykułu |  |
Wynik głosowania: 4.46 Głosów: 28

| |
| Opcje |  |
|